Taryfy gwarantowane i net-metering – czyli jak z dwóch dobrych pomysłów zrobić jeden bardzo zły

Od kilkunastu dni z pewnym zwątpieniem oglądam jednostronnie pozytywną reakcję branży fotowoltaicznej na poprawki wniesione do projektu ustawy o odnawialnych źródłach przez tzw. mniejszość sejmową. Szczególne poruszenie wzbudza propozycja wprowadzenia preferowanych cen sprzedaży energii z mikroinstalacji OŹE w dwóch kategoriach mocy elektrycznej:

  • do 3 kW – w cenie 0,75 zł/kWh (dla wszystkich źródeł)
  • od 3 do 10 kW – w cenie 0,65 zł/kWh (dla energii słonecznej)

Wsparcie obowiązywałoby przez okres 15 lat (do maks. 2035 r.) i obejmowało pierwsze 800 MW nowo uruchomionych mocy . Do zakupu energii z takich instalacji zmuszony byłby sprzedawca zobowiązany tj. zakład energetyczny – najprawdopodobniej dysponujący infrastrukturą dystrybucyjną na danym terenie (wyznaczony przez p. URE). Wynikłe z tego tytułu straty będą sprzedawcy zobowiązanemu rekompensowane przez Państwo z puli przeznaczonej na wsparcie całego sektora OŹE.

Do tego momentu wszystko wygląda stosunkowo dobrze – pojawia się wsparcie prosumenckiej energetyki rozproszonej na „uczciwym” poziomie, w dodatku nie generujące wyższych kosztów systemowych. Stosując gastronomiczną metaforę – kawałek tortu zamiast trafić do wielkich grup kapitałowych przypadnie przeciętnemu Kowalskiemu. Jednocześnie warto podkreślić, że koszty systemowe poniesie tak czy owak podatnik rzeczywisty (tj. konsument). W ostatecznym rozliczeniu jest zatem uzasadnione aby taki podatnik mógł być także beneficjentem wsparcia, a nie jedynie jego fundatorem – jak to ma miejsce dziś (patrz: opłata jakościowa).

Gdzie zatem leży problem?
Otóż leży w niejednoznacznej interpretacji przepisów: w którym momencie powstaje obowiązek zakupu energii przez sprzedawcę zobowiązanego? Innymi słowy: kiedy Zakład Energetyczny płaci producentowi preferencyjną stawkę wg stałej taryfy opisanej w poprawce. Nie jestem w stanie przytoczyć tutaj ścisłej odpowiedzi ponieważ taka w projekcie zwyczajnie nie istnieje, przeanalizuję jednak sytuację przy założeniu, że funkcjonuje zapis z art. 41 dotyczący tzw. pseudo net-meteringu, w treści:

Rozliczenie z tytułu różnicy między ilością energii elektrycznej pobranej z sieci a ilością energii elektrycznej wprowadzonej do tej sieci, w danym półroczu, między wytwórcą energii elektrycznej, o którym mowa w art. 4 ust. 1, w art. 19 ust. 1 oraz w art. 41 ust. 1 pkt 3, a sprzedawcą zobowiązanym odbywa się na podstawie umowy sprzedaży energii elektrycznej, o której mowa w art. 5 ust. 1 i ust. 2 pkt 1 ustawy – Prawo energetyczne. Rozliczenia tego dokonuje się na podstawie rzeczywistych wskazań urządzeń pomiarowo-rozliczeniowych.

Wymienieni w przytoczonym ustępie wytwórcy to osoby fizyczne nie prowadzące JDG oraz przedsiębiorcy, którzy wytwarzają energię elektryczną w mikroinstalacjach OŹE. Zatem wszystkie podmioty mogące skorzystać ze wsparcia w ramach gwarantowanych cen są takimi właśnie wytwórcami. Przyjmując najbardziej rozpowszechnioną interpretację przytoczonego ustępu: obowiązek zakupu energii przez sprzedawcę zobowiązanego powstaje w stosunku do różnicy między energią oddaną do sieci i z niej pobraną w okresie rozliczenia (6 miesięcy) na podstawie rzeczywistych wskazań układu pomiarowego. Do czynienia z takim przypadkiem mamy gdy w przewidzianym okresie rozliczenia instalacja wyprodukuje więcej energii niż wynika to z własnego zapotrzebowania wytwórcy – statystycznie będzie to więc nadwyżka. Za taką nadwyżkę ZE w dotychczasowej wersji Ustawy miał płacić 100% ceny hurtowej (ok. 0,18 zł). Sens stymulacji był zatem wyraźny: najbardziej opłacalna jest lokalna konsumpcja energii w czasie rzeczywistym, następnie – bilansowanie potrzeb własnych w okresie półrocza. Wniosek był nader czytelny: nadprodukcja jest nieopłacalna i należy jej unikać jak ognia. Pozwolę sobie wyrazić opinię, że kierunek był co do zasady słuszny, choć wsparcie niekoniecznie adekwatne. Gwarantowane ceny jednostkowe zakupu energii może i czynią poziom wsparcia adekwatnym (lub też sprawiedliwym), ale jednocześnie wywracają kierunek stymulacji sprawiając, że najbardziej opłacalna staje się nadprodukcja i zyski ze sprzedaży nadwyżek. Postępowanie takie jest zupełnie sprzeczne z prosumencką ideą energetyki rozproszonej i może powodować wdrażanie absurdalnych rozwiązań technicznych, jak chociażby: realizowanie dodatkowych (niepotrzebnych) przyłączy z osobnym opomiarowaniem, dążenie do minimalnej konsumpcji lokalnej w czasie rzeczywistym (np. podłączanie instalacji pod fazę z oświetleniem), próby podłączania „niekoniecznie odnawialnych” źródeł równolegle do instalacji odbiorczej w celu zawyżenia produkcji itp.. Aby przeciwdziałać takim skutkom tej regulacji konieczne jest wprowadzanie regulacji kolejnych (wykluczeń, zakazów), a jest to ostatnia rzecz jakiej potrzebuje ten sektor gospodarki (podobnie zresztą jak każdy sektor). Jakimś rozwiązaniem jest wdrożenie gwarantowanej taryfy przy rozliczeniu ze sprzedawcą zobowiązanym, np. „energia wykorzystana na potrzeby własne w okresie rozliczeniowym zgodnie ze wskazaniami urządzeń pomiarowo-rozliczeniowych jest rozliczana zgodnie z taryfą preferencyjną, nadwyżki energii sprzedawca zobowiązany ma obowiązek odkupić po cenie równej cenie hurtowej na rynku konkurencyjnym”. Ten zapis nie eliminuje nawet połowy problemów, ale przywraca prosumencki kierunek udzielanego wsparcia. Gdyby jednak zdefiniować taryfę preferencyjną jako: „jednostkowy koszt zakupu energii elektrycznej uwzględniający wszystkie opłaty wynikające z umowy sprzedaży zawartej ze sprzedawcą zobowiązanym” – wówczas system taryf przekształciłby się w pełny net-metering, który ma znacznie mniej „zakodowanych genetycznie” ułomności niż chwalone taryfy.

Trzeba również dodać, że obecna forma poprawek dot. cen gwarantowanych tworząc kategorię do 3 kWe mocy zainstalowanej praktycznie wyklucza możliwość skorzystania z preferencyjnej stawki 0,75 zł/kWh w przypadku podłączenia instalacji fotowoltaicznej do większości istniejących instalacji odbiorczych. Przykład: Czteroosobowe gospodarstwo domowe średnio konsumuje około 1,8 MWh energii elektrycznej w okresie 6 miesięcy, tymczasem instalacja fotowoltaiczna o mocy 3 kWe (3,5 kWp) wygeneruje w tym czasie około 1,5-1,7 MWh. Zapotrzebowanie zbilansuje się z produkcją w okresie 6 miesięcy – nadwyżki nie wystąpią, uda się jedynie uniknąć części kosztów zakupu energii.

1 comment on “Taryfy gwarantowane i net-metering – czyli jak z dwóch dobrych pomysłów zrobić jeden bardzo zły”

  1. energia Odpowiedz

    Czyli wszystko jasne, ale nic nie jasne ma się rozumieć :) Zawsze muszą tak wszystko napisać by właśnie przeciętny Kowalski na końcu nie mógł byćnigdy pewien niczego, ale by można było w razie czego mówić, że to i to się opłaca i warto w to inwestować ciężko zarobione pieniądze. Pisz dalej bo ciekawie zaczyna być :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>